Hej z góry z góry
Jadą mazury
Hej z góry z góry
Jadą mazury

Jedzie jedzie mazureczek
Wiezie wiezie mi wianeczek, roz rozmarynowy
Jadą mazury
Jedzie jedzie mazureczek
Wiezie wiezie mi wianeczek, roz rozmarynowy


Przyjechał w nocy
Koło północy
Przyjechał w nocy
Koło północy

Stuka puka w okieneczko
Otwórz, otwórz panieneczko, ko koniom wody dać
Stuka puka w okieneczko
Otwórz, otwórz panieneczko, ko koniom wody dać


Jakże ja mam wstać
Koniom wody dać
Jakże ja mam wstać
Koniom wody dać

Kiedy mama zakazała
Żebym chłopcom nie dawała, trze trzeba jej się bać
Kiedy mama zakazała
Żebym chłopcom nie dawała, trze trzeba jej się bać


A ty się nie bój
Siadaj na koniu
A ty się nie bój
Siadaj na koniu

Pojedziemy w obce kraje
Tam są inne obyczaje, ma malowany wóz
Pojedziemy w obce kraje
Tam są inne obyczaje, ma malowany wóz


Nocą jechali
Ludzie wołali
Nocą jechali
Ludzie wołali

Co to, co to za dziewczyna
Co to, co to za jedyna, je jedzie z chłopcami
Co to, co to za dziewczyna
Co to, co to za jedyna, je jedzie z chłopcami

Refren:
Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, pola, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku
Mój stepowy skowroneczku
Hej, hej, hej sokoły
Omijajcie góry, lasy, pola, doły
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku
Mój stepowy, dzwoń, dzwoń, dzwoń


Wiele dziewcząt jest na świecie
Lecz najwięcej w Ukrainie
Tam me serce pozostało
Przy kochanej mej dziewczynie


Refren:


Ona jedna tam została
Jaskółeczka moja mała
A ja tutaj w obcej stronie
Dniem i nocą tęsknię do niej


Refren:


Żal, żal za dziewczyną
Za zieloną Ukrainą
Żal, żal, serce płacze
Już jej więcej nie zobaczę


Refren


Wina, wina, wina dajcie
A jak umrę, pochowajcie
Na zielonej Ukrainie
Przy kochanej mej dziewczynie


Refren

Siadła pszczółka na jabłoni
I otrzepuje kwiat
Czemu żeś mi moja miła
Zawiązała ten świat


Jam ci światu nie wiązała
Zawiązał ci go ksiądz
Jam cię tylko pokochała
Tyś mnie nie musiał wziąć


Jam się pięknie ubierała
Pięknie nosiła się
A tyś myślał, żem ja ładna
I to uwiodło cię


Murarczyku, zamuruj mi
Moje czarne oczy
Żebym innych nie szukała
We dnie ani w nocy


Turbuje się moja mama
Turbuje, turbuje
Że dla córki nie ma wiana
Czym ją wywianuje


Niedaleko jest tu cmentarz
Na cmentarzu brama
Tam mnie możesz wywianować
Mamusiu kochana


Dasz mi tylko cztery deski
Dwa wianki wieńcowe
Nie turbuj się moja matuś
Już wiano gotowe

Szła dzieweczka do laseczka
Do zielonego, do zielonego, do zielonego
Napotkała myśliweczka
Bardzo szwarnego, bardzo szwarnego, bardzo szwarnego


Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom
Gdzie jest ta dziewczyna, co kocham ją
Znalazłem ulicę, znalazłem dom
Znalazłem dziewczynę, co kocham ją


O mój miły myśliweczku, bardzom ci rada
Dałabym ci chleba z masłem, alem już zjadła
Alem już zjadła, alem już zjadła


Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom
Gdzie jest ta dziewczyna, co kocham ją
Znalazłem ulicę, znalazłem dom
Znalazłem dziewczynę, co kocham ją


Jakżeś zjadła, tożeś zjadła
To mi się nie chwal
Jakżeś zjadła, tożeś zjadła
To mi się nie chwal


Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom
Gdzie jest ta dziewczyna, co kocham ją
Znalazłem ulicę, znalazłem dom
Znalazłem dziewczynę, co kocham ją


Szła dzieweczka do laseczka
Do zielonego, do zielonego, do zielonego
W lesie płynie sobie rzeczka
Rozebrała się, rozebrała się, rozebrała się


Z północy zawiało, łoho
Majtki gdzieś porwało, łoho
Dziewczyna we krzoki, łoho
Tam były chłopoki, łoho

Raz w niedzielę po obiedzie,
Mąż do żony, że jedzie,
Interesy załatwiać do Płocka.
A żoneczka wkurzona,
Jak nie wróci to skona,
I powiada: jak świetnie się składa.


Mąż po Płocku grasuje,
Ładne panny całuje,
Z dziewczynkami się świetnie zabawia.
A żoneczka wkurzona,
Jak nie wróci to skona,
I powiada: jak świetnie się składa.


A żoneczka w mieszkanku,
Śpi spokojnie w ubranku,
Wtem się sąsiad do okna zakrada.
Choć nie skradaj się, Franiu,
Sama jestem w mieszkaniu,
I powiada: jak świetnie się składa.


Była ciemna już nocka,
No i mąż wraca z Płocka,
I zastaje w swym łóżku sąsiada.
Wziął scyzoryk, rozłożył,
I z powrotem go złożył,
I powiada: jak świetnie się składa.


Śpij, żoneczko kochana,
Śpij z sąsiadem do rana,
Bo ja muszę powracać do Płocka.
Tam dziewczyny czekają
I wódeczkę stawiają,
I powiada: jak świetnie się składa.


Była ciemna już nocka,
Gdy pojechał do Płocka,
Na budowę by nosić pustaki.
Wziął je wszystkie, ułożył,
Ładny wzór z nich zbudował,
I powiada: jak świetnie się składa.


Są w tym Płocku dziewczyny,
I on chciał bez przyczyny
Chciał je wszystkie całować do rana.
Gdy wnet wieczór się skrada,
Ciemna nocka zapada,
I powiada: jak świetnie się składa.


Raz pojechał do drwala,
A że była tam Ala,
To się strasznie chłopina przestraszył.
Więc się schował za drzewem,
Przed tym Alicji gniewem,
I powiada: NIE DOBRZE się składa.


Była piąta już rano,
Kiedy szedł suszyć siano,
A to było u jego sąsiada.
Lecz to było za wcześnie,
Poszedł więc na czereśnie,
I powiada: jak świetnie się składa.


Raz w niedzielę po obiedzie,
Mąż do żony, że jedzie,
Interesy załatwiać do Płocka.
A żoneczka wkurzona,
Jak nie wróci to skona,
I powiada: jak świetnie się składa.

Heja hej
Heja hej
Heja hej
Po pijaku ożenili
Heja hej
Każdy się dziś ze mnie śmieje


Co ja zrobiłem, że się ożeniłem
Chyba pijany byłem
Zamiast Marysi to wziąłem Krysię
Jak ja teraz będę żył


Co ja zrobiłem, że się ożeniłem
Chyba odbiło mi
Bo mojej Krysi wszystko już wisi
Jak ja teraz będę żył


Heja hej
Coście mi zrobili
Po pijaku ożenili
Heja hej
Chyba oszaleję
Każdy się dziś ze mnie śmieje


Co ja zrobiłem, że się ożeniłem
Za późno jest już dziś
Ta stara Krycha ledwo już dycha
Jak tak długo można żyć


Co ja zrobiłem, że się ożeniłem
Tak to nie miało być
A tu Marysia z sołtysem już dzisiaj
Teraz bym sobie dobrze żył


Heja hej
Coście mi zrobili
Po pijaku ożenili
Heja hej
Chyba oszaleję
Każdy się dziś ze mnie śmieje


Moja mała jędza
Wzięła mnie do księdza
Takiego pijanego i bezbronnego
Coś pogadali, coś napisali
Nie wiedziałem o tym, że to o mnie gadali


Na drugą niedzielę
Ksiądz głosił w kościele
Że niedługo będzie moje wesele
Nie ma już odwrotu
Narobili mi kłopotu
Ksiądz zadowolony, a ja już stracony


Heja hej
Coście mi zrobili
Po pijaku ożenili
Heja hej
Chyba oszaleję
Każdy się dziś ze mnie śmieje

Gdym się na świat narodziła
Matuś moja rzekła mi:
Córuś moja, córuś miła,
Te skrzypeczki daję ci.


Te skrzypeczki – rzecz nabyta,
Byle komu nie daj grać,
Do szesnastu latek życia
Nie pokazuj ich na świat.


Gdym szesnaście latek miała
To nieszczęście stało się –
Ja skrzypeczki swe wyjęłam,
By na świat pokazać je.


Smyczek cienki, miał niedługi
I pociągał raz po raz,
Struna pękła, ja zemdlałam,
Bo to było pierwszy raz.


Gdym sześćdziesiąt lat skończyła,
Nikt na skrzypcach nie chciał grać.
Struny były poszarpane
I nie chciały głosu dać.

Tekst ballady dostępny wyłącznie u świadka (Łukasza)